Gdy chaos przestaje być twórczy
Wraz z rozwojem biznesu wszystkiego przybywa.
Coraz więcej jest wątków, spotkań, decyzji, kanałów komunikacji. To, co kiedyś było szybkim „dogadamy się”, zaczyna wymagać coraz szerszych ustaleń. Znów odpowiadasz po raz kolejny na te same pytania. Znów tracisz cenne godziny na szukanie odpowiedzi, które powinny być pod ręką.
Chaos w firmie w pewnym momencie przestaje być twórczy, a zaczyna być coraz bardziej męczący. Coraz częściej czujesz, że przy obecnej skali improwizacja zaczyna kosztować więcej energii niż kiedyś.
Wiesz, że trzeba by to uporządkować. A jednocześnie pojawia się opór. Bo nie chcesz stać się korpo. Nie chcesz stracić zwinności. Nie masz czasu układać.
Więc nie układasz. Jeszcze nie teraz. Jeszcze chwilę „pociągniemy”. I tak oto — gdzieś między chaosem a lękiem przed nadmiarem struktury — firma rośnie wolniej niż by mogła.

Możesz uporządkować chaos nie tracąc zwinności
Wyobraź sobie firmę, w której rzeczy są poukładane, ale nie za ciężkie.
Ludzie wiedzą, jak działać, ale nie czują się skrępowani procedurami. Decyzje nie ciągną się tygodniami, ale też nie zapadają na oślep. Spotkania są krótsze i lżejsze, bo wiadomo, po co się odbywają.
Nie masz poczucia, że aby rosnąć trzeba „walczyć z systemem”, bo system wspiera tempo zamiast je spowalniać.
Już nie patrzysz na firmę zero-jedynkowo: chaos vs. porządek. Nie masz już obaw przed wdrażaniem reguł, bo widzisz, że one nie zabierają energii — one ją uwalniają.
To nie jest korporacja. To jest firma, która potrafi odróżniać odpowiednio skalibrowaną strukturę od biurokracji.
Bo najdroższe procesy to te, które powstały „na wszelki wypadek”.
O tym, jak wprowadzać procesy w rosnącym startupie tak, by uporządkować chaos w firmie, nie tworząc zbędnej nadbudowy, opowiadam szerzej w odcinku 8 serii Founder 2.0, dostępnej w wersji polskiej i angielskiej.
Zbyt ciężki proces to rozwiązanie problemu, który jeszcze nie jest istotny
Jeśli rozwijasz rosnący startup, to na pewno znasz pojęcie MVP i zasadę Pareto. Pracujesz iteracyjnie, robiąc tylko tyle, ile wystarcza „tu i teraz”, by pójść do przodu. Rozwiązujesz te 20% problemów, które pochłaniają 80% energii. Usuwasz blokery. Reszta może poczekać.
Z procesami w startupach jest dokładnie tak samo.
To, że widzisz potencjalne ryzyko, nie oznacza, że musisz je od razu opakować w pełną strukturę. To, że w przyszłości, gdy Twój zespół będzie 3 razy większy, coś będzie wymagało pewnych ram, nie znaczy, że już teraz musisz to zaadresować procesowo.
Zbyt ciężki proces wprowadzony zbyt wcześnie nie pomaga. Ludzie dostosowują się do niego, zamiast do realnych potrzeb. Energia idzie w utrzymanie struktury, a nie w rozwiązywanie faktycznych problemów. Bywa i tak, że nie przestrzegają go wcale. A wtedy energia wciąż idzie w spontaniczne próby okiełznania chaosu, który coraz bardziej spowalnia działanie.
Projektowanie pod przyszłą skalę jest rozsądne. Pytanie brzmi: jak bardzo przyszłą? Bo to właśnie próba stworzenia systemu, który rozwiązuje zbyt wiele hipotetycznych problemów, najczęściej zamraża dynamikę, która dotychczas była przewagą.
Chaos w firmie nie zawsze oznacza, że trzeba rozbudować proces. Czasem oznacza, że organizacja jest po prostu na etapie przejścia między jednym poziomem złożoności a drugim. Czasem to świadoma decyzja, by skierować energię tam, gdzie lewar jest większy. Nie każdy zgrzyt wymaga sformalizowania od razu.
Czasem wystarczy decyzja. Bywa, że wystarczy doprecyzowanie odpowiedzialności. Zdarza się też, że wystarczy uznać, że ten problem jeszcze nie znajduje się w tych 20%, które naprawdę bolą.
Bo przygotowywanie się na zapas bywa dużo droższe niż improwizacja.
Co dalej?
O tym, jak wprowadzać procesy w startupie, by wspierały wzrost zamiast go hamować, opowiadam szerzej w odcinku 8 serii Founder 2.0, dostępnym w wersji polskiej i angielskiej.
A jeśli czujesz, że Twoja firma balansuje między chaosem a korporacyjną nadwagą i chcesz to wypośrodkować proporcjonalnie do skali — pogadajmy.
